E-SŁOWO

List do Chrześcijan - Nr 332 listopad 2019
NASZ NOWY PARAFIANIN – W ZNAKU RELIKWII - Święty Charbel

WSZYSTKO O EUCHARYSTII

Każda Msza Święta jest zaproszeniem do wspólnoty. Jakiej? Są bowiem różne. Jest to zaproszenie do wspólnoty: świętych i grzeszników (nikt nie jest wykluczony); słuchającej Słowa Bożego; modlącej się razem (to zobowiązuje do troski); żyjącej w komunii (nie tylko w Kościele); wspólnoty życia i miłości; wspólnoty konkretnej, nie idealnej (ktoś tam mruczy półgłosem modlitwy, ktoś mówi różaniec, ktoś jest nam nieprzyjemny); wspólnoty opartej o Ewangelię i Eucharystię (nie tylko o ludzkie sympatie – to za mało, tylko wielkie sprawy mogą ludzi naprawdę głęboko związać); wspólnoty przyjaźni i wzajemnej pomocy (bez tego będzie fikcją i mrzonką); wspólnoty, gdzie jest dzielenie się dobrami materialnymi; nie tylko takiej, od której się wymaga a samemu nic się nie daje. Nie można należeć do wspólnoty na zasadzie trutnia i darmozjada. Nikt nie jest tak ubogi, by nie mógł czegoś dać drugim. I nikt tak bogaty, by nie mógł coś wziąć; wspólnoty, która nie jest zamknięta i odizolowana od innych wspólnot w Kościele (inaczej byłaby sektą); Aktywny udział w życiu całej parafii jest sprawdzianem autentyzmu chrześcijańskiego każdej wspólnoty: wspólnoty na ziemi są niedoskonałe, nie ma innych. Nie trzeba szukać wspólnot gotowych, ale takich, w których pracując i dając swój wkład, my się rozwijamy i one wraz z nami. Doskonała i pełna wspólnota będzie w niebie.

WSZYSTKO O SPOWIEDZI

Ci, którzy twierdzą, że spowiedź wymyślili księża, z reguły się nie spowiadają. Osoby, które ustawiają się w kolejce przed konfensjonałem, raczej nie zastanawiają się nad tym, jakie burzliwe dzieje ma za sobą historia kształtowania się obecnej formuły tego sakramentu. Sakrament spowiedzi jest jedynym, który przechodził na przestrzeni dwudziestu jeden wieków ogromną przemianę swojego zewnętrznego sprawowania. Od wydłużonej pokuty publicznej poprzedzającej rozgrzeszenie przez pokutę prywatną nakładaną wciąż przed rozgrzeszeniem, aż po spowiedź i rozgrzeszenie jednoczesne z prywatną pokutą po spowiedzi. Wreszcie ostateczne przedefiniowanie spowiedzi na sakrament pojednania. Ta zmiana wskazała, na co Kościół, posiadający od Chrystusa władzę kluczy - „Wszystko, co zwiążecie na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążecie na ziemi, będzie rozwiązane w niebie.” Przykazanie kościelne dyscyplinujące chrześcijanina słowami: „Przynajmniej raz w roku przystąpić do sakramentu pokuty”. Spowiedź. Dla jednych trudny sakrament, dla drugich bardzo cenny sposób na uwolnienie się od ciężarów wyrzutów sumienia, dla jeszcze innych dar miłosierdzia Bożego umożliwiający odzyskiwanie pełnej jedności z Bogiem. Nim zanurzymy się w całą głębię rzeczywistości odpuszczania grzechów, proponuję przyjazne spojrzenie na zachowanie Jezusa względem grzeszników. Przed rozpoczęciem uskarżania się na kolejki do konfesjonału i ubolewania nad faktem, że w spowiedzi trzeba opowiedzieć o wstydliwych sprawach ludzkiej słabości przed kapłanem, zwróćmy uwagę na jedną z pierwszych scen z Ewangelii wg św. Marka, w której został ukazany Jezus odpuszczający grzechy. Chodzi o rozdział, w którym został przedstawiony człowiek dotknięty kalectwem, przyniesiony na noszach i spuszczony przez zdemontowany dach. Można spekulować nad tym, iż paralityk potrzebował pomocy innych, gdyż sam o własnych siłach nie dotarłby do Jezusa, ale jakże zaskakująco musiały dla noszowych brzmieć słowa Jezusa: ”Synu odpuszczają ci się twoje grzechy”. Oni nie podjęli całego tego wysiłku po to, aby Jezus odpuścił mu grzechy, ale aby go uzdrowił. Jakże zdumiony musiał być człowiek na noszach, kiedy Jezus publicznie nazwał go grzesznikiem. Grzech dotyczy relacji człowieka z Bogiem. Żaden więc człowiek nie może dokonywać pojednania z Bogiem, przywracając przerwane relacje. Tylko sam Pan Bóg może obdarować przebaczeniem i odnowić komunię z sobą samym. Przeciwnikom Mistrza z Nazaretu było trudno zaakceptować, iż Bóg Ojciec autoryzował Jezusa, dał Mu moc i zlecił misję przebaczania grzechów. Czy była to mglista zapowiedź trudności współczesnego człowieka, który w konfesjonale wyznaje grzechy przed kapłanem? Jezus z taka samą łatwością dokonuje zarówno odpuszczania grzechów, jak i cudu uzdrowienia. Dlatego pragnąc przekonać do siebie swoich rozmówców , mówi im: ”Otóż, żebyście wiedzieli ,iż Syn Człowieczy ma na ziemi władzę odpuszczania grzechów!”. W Ewangelii doświadczamy wielu momentów, gdzie Pan Jezus daje się na nam poznać jako pierwszy spowiednik. Echo tych Jezusowych spotkań ma także swoje konsekwencje w końcowym dialogu kapłana z penitentem, w czasie którego zostaje nagłośniona radosna wieść o uwolnieniu od grzechów. Spowiednik zachęca tego, który doświadczył miłosierdzia, słowami: ”Wysławiajmy Boga, bo jest dobry.” - „ Bo Jego miłosierdzie trwa na wieki”.” Pan odpuścił tobie grzechy. Idź w pokoju.”

WSZYSTKO O ŚWIĘTYM JANIE PAWLE II

    Narodziny i młodość -  Jan Paweł II 18 maja 1920 r. w małżeństwie Karola (seniora) i Emilii urodził się drugi syn, któremu nadano imię Karol. Chrzest Święty Karola Józefa (zwanego Karolem juniorem) odbył się w czerwcu 1920 r. w parafialnym kościele w Wadowicach. Małżeństwo Wojtyłów miało dwóch synów, ich córka Olga zmarła zaraz po urodzeniu, nim na świecie pojawił się Karol. Ojciec Karola był urzędnikiem w Powiatowej Komendzie Uzupełnień, matka Emilia zajmowała się domem, czasem dorabiała jako szwaczka. Brat Edmund, który był 14 lat starszy po studiach medycznych został lekarzem. W domu rodzinnym Wojtyłów panowała religijna atmosferą, to głównie Pani Emilia ją tworzyła. Przy drzwiach wejściowych wisiała kropielniczka z wodą święconą. Od młodych lat Lolek-bo tak zdrobniale mówiono w domu do Karola, był przesiąknięty patriotyzmem oraz tradycjami. Ojciec zabierał syna na spacery i uczył Go historii Polski, w trudnym okresie gdy Polska odzyskała niepodległość. Życie nie szczędziło cierpień Karolowi. W roku 1929, gdy Lolek miał zaledwie 9 lat zmarła Jego matka Emila. Jak później powie Karol "nauczyłem się cierpienia od matki", która często chorowała. 3 lata po śmierci matki zmarł jedyny brat Karola- Edmund, który zaraził się szkarlatyną od pacjentki. Na świecie pozostał z Karolem tylko ojciec. W roku 1941 po długiej chorobie zmarł również ojciec. W trudnym wojennym czasie Karol pozostał całkowicie też rodziny i środków do życia.

ODESZLI OD NAS W MINIONYM ROKU
Śp. Bogdań Proń
Śp. Piotr Okrój
Śp. Teresa Maciołek
Śp. Regina Bladowska
Śp. Andrzej Karcz
Śp. Irena Wegner
Śp. Jan Góra
Śp. Jan Tokarski
Śp. Jerzy Myszka
Śp. Zbigniew Hałas
Śp. Jan Grzenkowicz
Śp. Maria Karcz
Śp. Czesław Kreft
Śp. Elżbieta Klawikowska
Śp. Zofia Naczk
Niech odpoczywają w pokoju wiecznym z Tobą Panie. Amen

 

ŚWIĘTY CHARBEL (SZARBEL)

Święty Charbel urodził się w Libanie. Youssef Makhlouf urodził się 8 maja w 1828 roku w Bqaakafra, najwyżej położonej wiosce w Libanie, na wysokości 1800 m n.p.m., 140 km na północ od Bejrutu. Stąd rozciągał się widok na Wadi Kadisha - Świętą Dolinę, gdzie w licznych grotach żyli mnisi i pustelnicy. Rodzice byli żarliwymi katolikami obrządku maronickiego. Święty Charbel był najmłodszy z rodzeństwa, miał dwie starsze siostry i dwóch braci. Na chrzcie otrzymał imię Józef. Rodzina miała skrawek ziemi, utrzymywała się ze zbiorów z własnej ziemi i hodowli bydła. Kiedy Youssef miał 3 lata stracił ojca. Matka wyszła ponownie za mąż. Święty Charbel w wieku 23 lat uciekł z domu i wstąpił do Klasztoru Matki Bożej, przyjął imię zakonne Charbel. Matka odnalazła syna, bezskutecznie błagała go, by wrócił do domu. Wkrótce poprosił o przeniesienie do klasztoru bardziej odizolowanego. Dzięki temu znalazł się w klasztorze św. Marona w Annaya. 1 listopada 1853 r. przywdział habit zakonny i złożył pierwsze śluby zakonne. Po złożeniu ślubów matka wróciła, aby odwiedzić syna. On jednak nie zgodził się na spotkanie.
W 1853 r. został wysłany na 5 letnie studia teologiczne w Kfifane, okazując się jednym z najzdolniejszych studentów. Od swojego nauczyciela (Nimatullaha Al–Hardini, który został kanonizowany w 2004 r. przez Jana Pawła II.) i kierownika duchowego ze studiów, zwanego „świętym z Kfifane” nauczył się skrupulatnego przestrzegania reguły zakonnej, postu, umartwiania się i skromności stroju. Po ukończeniu studiów teologicznych 23 lipca 1859 roku brat Charbel przyjął święcenia kapłańskie i powrócił do Annaya. Wyróżniał się w ascezie, pracy oraz posłuszeństwem. Jego dzień wypełniony był modlitwą, pokutą i pracą. Był całkowicie obojętny wobec dóbr materialnych i własnej woli. Wyrzekł się pieniędzy. Zwykle pościł, niewiele sypiał. Mówił tylko wtedy, gdy go pytano i odpowiadał cichym głosem. Szybko zauważono, że ma powołanie do życia w odosobnieniu. Był łagodny, pogodny, zawsze uprzejmy i zagłębiony w modlitwie. Nosił zawsze kaptur opuszczony na oczy. 15 lutego 1875 roku, po 23 latach pobytu we wspólnocie zakonnej w Annai o. Charbel otrzymał pozwolenie na przeniesienie się do eremu. Jego cela była całkowicie pusta, miała tylko 6 metrów kwadratowych. Lampa i dzbanek były jedynym umeblowaniem. Łóżkiem był siennik z dębowych liści pokryty kozią skórą. Często kładł się na gołej ziemi. W klasztorze jadał 2 razy dziennie zgodnie z regułą zakonną. Kiedy został eremitą jadał tylko raz dziennie, około 3 po południu. Jego posiłkiem była zazwyczaj zupa z jarzyn i kasza gotowana na oliwie, nie jadł mięsa. Podejmował liczne umartwienia, nigdy się na nic nie żalił, był zawsze uprzejmy i pogodny.
Zmarł w wigilię Bożego Narodzeniu 1898r. 25 grudnia, w dzień Bożego Narodzenia. W pierwszą noc po pogrzebie zauważono nad miejscem pochówku tajemnicze światło, widoczne w całej dolinie, które świeciło przez 45 nocy od dnia pogrzebu. Oświetlało kopułę i mur klasztoru silniej niż światło dzienne. Wywołało to wielkie poruszenie. Tysiące chrześcijan i muzułmanów przybywało do grobu, aby zaobserwować to zjawisko. W 1965 roku, pod koniec Soboru Watykańskiego, o. Charbel został beatyfikowany przez papieża Pawła VI, a 9.10.1977r. został kanonizowany na placu Św. Piotra w Rzymie. Kilka miesięcy przed kanonizacją ciało zaczęło się wysuszać.
Nikt za życia o. Charbela nie sfotografował go ani nie namalował jego portretu. Nikt poza braćmi zakonnymi nie widział jego twarzy. 8 maja 1950 kilku misjonarzy zrobiło sobie grupowe zdjęcie przed pustelnią o. Charbela. Po wywołaniu fotografii okazało się, że znalazła się na niej dodatkowa, tajemnicza postać, mnich z białą brodą w kapturze. Dopiero starsi zakonnicy rozpoznali w niej o. Charbela. Fotografia ta stała się wzorem dla wszystkich portretów, również tych wywieszonych na Placu Św. Piotra podczas beatyfikacji i kanonizacji.

Copyright by Parafia Rozłazino